Cisza

Cisza.

The memories of a man in his old age

Are the deeds of a man in his prime

Trzy pokolenia. I trzecie mi się wymyka, jest tuż tuż, ale zniknie zanim pojawi się

następne. Drugie rozumie już, o co chodzi trzeciemu, przyjmuje to chyba z pewną goryczą,

rezygnacją. Ja dotykam ich światów, pojawiam się i znikam, przepływam z coraz większym

szacunkiem. Mój czas płynie zupełnie inaczej, jest poszatkowany, podczas gdy ich upodabnia

się do drzewa, zapuszcza korzenie coraz głębiej i coraz rzadziej zadziera głowę do góry.

Napawało mnie to złością i strachem.

Przecież brak stymulacji jest dość przerażający. Pamiętam, jak w Rotterdamie przechodziłem

pod rzeką, długim, klaustrofobicznym i monotonnym tunelem, który sprawiał wrażenie, jakby

miał nigdy nie wychylić się ku powierzchni ziemi. Podobne wrażenia mam siedząc na

wodoodpornym prześcieradle obok dziadka patrzącego w telewizor. Kiedyś dziadek

powiedział, że nie ma go w domu, więc i tak mu obojętne, jaki widok za oknem. Nie ma go w

domu, no właśnie. Jest to o tyle trafne, co przerażające, ale zawiera w sobie ogromną dozę

świadomości. Jeśli nie ma go w domu, to gdzie jest i o co mu chodzi?

Ja zawsze myślałem, że chodzi o bycie w domu właśnie, może w roli cichego gospodarza czy

obserwatora, który przebija się coraz wyżej, przez kolejne warstwy świadomości. Ale co ja

wiem? Pewnego dnia po prostu nie ma cię w domu. To takie proste.

Zawsze uważałem, że świadoma prostota jest piękna.

Kiedyś tata, czyli przedstawiciel pokolenia Dwa, w moim rachunku, powiedział, że z czasem

wszystko cichnie. Tak, że nawet medytacja przestaje być potrzebna. Ileż można rozważać

swoje cierpienia, na litość?

A może pustka nie jest taka zła i nie ma się czego bać? Może jest po prostu niezrozumiana.

A ja się boję. Jak dziecko przed pierwszym dniem szkoły. Siedzę w pociągu i coś bym

chwycił, zajął czymś wzrok i myśli. Naprawdę ciężko dopuścić do siebie ciszę i jak się nad

tym zastanowić to trzeba się ciągle starać, żeby tego nie zrobić. Cisza czy pustka powinny być

stanem naturalnym. Ale nasze kreacje zrobiły się na tyle bezczelne i rozpasane, że nie chcą

zejść z piedestału ani na moment.

Cicho.

Ile wysiłku wymaga nie zdobywanie, a ogołacanie. Jesteśmy zdobywcami, krzyżowcami

celów i niewolnikami marzeń, na oceanie potrzeb i z wiatrem uczuć w żaglach.

Paradoksalnie, to brak wysiłku wydaje się najtrudniejszy.

Gdybym tylko mógł uwierzyć w ciszę pokolenia Trzy, byłoby mi lżej.

A może jednak?

Może jedynym, co przynosi ciszę i wolność jest śmierć.

W takim razie chwała Konstruktorowi, dobrze że wszystko jest na swoim miejscu.

A Ship of Mystery (in Polish)

Jest taka tajemnica,

której nie można rozwiązać samemu.

Jest taki ląd,

który do pewnego momentu

Kryje się za horyzontem.

Czasem, niestety, aż do końca życia.

 

Jest taki ogień, co grzeje i pali,

i serce wrażliwe i ze stali.

Jest taka ciemność

‒ ciepła i wywołuje dreszcze.

Jest tyle miejsc,

których nie znam jeszcze.

 

I tylko szukam i obserwuję,

i wypatruje w oddali,

i zastanawiam się,

czy można stopić coś ze stali.

 

I wciąż rozmyślam i kombinuję,

czy warto zmieniać stan skupienia,

rozwiewać i wypływać,

i sama nie wiem już, co czuję,

więc jeśli chce,

to niech się życie samo zmienia.

Zdaje się, że umie to najlepiej,

jakby zupełnie od niechcenia.

Życie ci pokaże

[PDF: CW26.Życie_ci_pokaże]

Kiedy miałyśmy kilkanaście lat i wchodziłyśmy w życie (bo każdy przecież wie, że życie przed swoim dwudziestym którymś rokiem się nie liczy), słyszałyśmy ciągle, że ono nam wszystko pokaże. Szczególnie to, czego chcemy i jakie tak naprawdę jesteśmy (bo przecież mając naście lat nie mogłyśmy nic na ten temat wiedzieć).

Chcę mieć dużo przyjaciół – powiedziałaś, a ktoś starszy westchnął, że w dorosłym życiu nie ma czasu na przyjaciół; przyjaźnie kończą się w szkole średniej, a potem tylko pracadomobowiązki. Mówiłaś, że chcesz robić coś ważnego, na przykład leczyć ludzi. Słyszałaś wtedy, że większość ludzi musi zadowolić się tym, że jest potrzebna najwyżej kilku ludziom i tylko oni o nich pamiętają. Że większość z nas nie jest stworzona do rzeczy wielkich. Ja mówiłam, że lubię być sama. Grono starszych kobiet odpowiadało na to ze śmiechem, że jeszcze kiedyś będę chciała założyć rodzinę, dużą, jak największą, i żyć z nią w uciążliwej bliskości, jak one („my”) wszystkie. Mówiłaś, że chcesz podróżować, a ja się tylko uśmiechałam. Też tego chciałam, ale w mojej głowie zaczynała się już rodzić wątpliwość: czy w dorosłym życiu będzie czas na podróżowanie? A pieniądze, co z nimi? Popatrz na tych wszystkich ludzi…

A czasami, kiedy siedziałyśmy w domu z nosem spuszczonym na kwintę i nie chciałyśmy wychodzić z domu, słyszałyśmy z kolei, że życie nam jeszcze pokaże, jakie może być piękne. Że zobaczymy. Tylko musimy wyjść, bo jesteśmy za młode, żeby tak siedzieć w domu. Słyszałyśmy szalone opowieści o tym, jak wszystko nam się uda, bo jesteśmy młode i nic nie stoi na przeszkodzie. Będziemy robić ważne i wspaniałe rzeczy, chociaż na razie ani trochę nie wierzymy w swoje umiejętności. Znajdziemy pracę, w której będziemy się spełniać, chociaż nie mamy na tyle pewności siebie, żeby taką dostać. Stworzymy zdrowe i szczęśliwe związki, chociaż jeszcze nie wiemy, jak to się robi. I wszystko, wszystko będzie krążyć i wirować, rozsiewać złoty pył i chronić nas przed rozczarowaniem… Fantastyka.

***

Ale chyba już zauważyłaś, prawda? Życie nie pokazuje nam niczego. Widzimy tylko to, co jesteśmy w stanie i chcemy zobaczyć. Przepowiednie, czy to te czarne, w których nie mamy niczego, czego chciałyśmy, czy te kolorowe, w których ludzie i los stale spiskują, aby nas zadowolić – nie mają żadnego znaczenia.

Być może będziemy żyć samotnie, bez poczucia celu, w radosnym, niechcianym zgiełku lub ciągle w tym samym miejscu – i wyczerpane, bo uwierzyłyśmy, że nie da się inaczej. Być może zmienimy się na tyle, że w takim życiu odnajdziemy kolory, których istnienia się nawet nie domyślałyśmy. A może spotkamy się za kilkanaście lat na Plantach w Krakowie i zagadamy się tak, że nie zauważymy, jak płatki z drzew spadają nam na głowy. Ty mi opowiesz o ludziach, których poznałaś przez ten czas, o tym, co ci się udało w świecie, a co nie i jak dużo go już zobaczyłaś, a ja tobie o wszystkich filmach, na które poszłam sama i o tym, do którego sama teraz mozolnie piszę scenariusz.

[Autor: Renata Strzok]

Szalik

[pdf: CW8.Szalik]

Miała takie długie i puszyste blond włosy. Farbowane, ale wyglądały naprawdę dobrze. Może dlatego, że okalały owalną twarz, a może dlatego, że kontrastowały z podkreślonymi tuszem, gęstymi, czarnymi rzęsami. Miała niesamowicie duże oczy, które wciąż kierowały się w stronę chłopaka stojącego tuż przy niej. I uśmiechała się szeroko. Emanowała z niej jakaś energia, entuzjazm. Wydawało się, że miała w sobie tyle chęci do życia, że to wszystko, co działo się dookoła, nie miało żadnego znaczenia. Ani korek na błyszczącej po deszczu ulicy, ani ludzie ściśnięci w koszmarnej duchocie autobusu. Ona po prostu była piękna. Czytaj dalej

Wzór na koszuli

[pdf: CW6.Wzór na koszuli]

– Wszystko będzie dobrze – słyszysz przytłumiony głos, i zarys postaci, widoczny jakby we mgle, nagle znika z pola twojego widzenia. Płuca, nie dość że drastycznie zmniejszyły objętość, to jeszcze zamiast tlenem, wypełniają się paniką.

Oddychaj.

Przed oczami wcale nie staje ci życie, ani nawet nie rodzina czy przyjaciele, tylko ten dziwny wzór na Miłosza koszuli – coś pomiędzy kwiatkami, a skomplikowanymi mazakami. Bo gdy pożegnaliście się wtedy na przystanku, nie bardzo mogłaś przypomnieć sobie kolor jego oczu, ale za to doskonale pamiętałaś ten wzór. I to jak mówił, że lubi detale. I jak wygarniał ci tego śmiecia z włosów, niechcący muskając prawy policzek. Na którym teraz wyraźnie czułaś jakąś maź. Smar może. Albo krew. Czytaj dalej