Spotkanie 11 czerwca 2017

Najpierw dobra wiadomość czy zła? Ok., w takim razie zacznę od złej. Niestety to już ostatnie spotkanie w tym semestrze. Co z tą dobrą? Udało nam się spotkać w całkiem sporej grupie. O mały włos, a zabrakłoby krzeseł.
Omawialiśmy opowiadanie Raya Bradbury’ego „All Summer in a Day”, które  w pewnym sensie podsumowało nasze rozważania na temat apokalipsy i dystopii.
Na spotkanie zostały przesłane dwa teksty: współczesny dramat z drugim dnem (lub tylko jednym, w zależności od interpretacji) oraz opowiadanie (albo po prosru tekst) naśladujące montaż równoległy.
Spotkanie obfitowało w dygresje na temat samoświadomości (Czy możemy stwierdzić, że inni naprawdę istnieją? Czy ktoś nami steruje?), sztuki (Co to pojęcie oznacza? Czy sztuka aby na pewno istnieje?), ekspresji (Czy jesteśmy niejako skażeni antropocentryzmem? Dlaczego współcześni malarze nie podpisują się na obrazach?). Te i wiele innych pytań zostało zadanych, ale niekoniecznie doczekało się odpowiedzi. Wierzymy jednak, że warto jest mówić sobie „nie wiem”, stawiać pytania, wymieniać się opiniami i, tym samym, stanowić dla siebie nawzajem źródło natchnienia.

Mamy nadzieję, że do zobaczenia po owocnych wakacjach, z których przywieziecie barwną paletę inspiracji.

Reklamy

Spotkanie 07.05.2017

Oprócz trzech opowiadań nadesłanych na dzisiejsze spotkanie, dyskutowaliśmy również o kinomatografii, w szczególności o filmach Wesa Andersona. W odniesieniu do stylizacji, któa miała być motywem przewodnim nadesłanych tekstów, wspomnieliśmy o postaci Charlesa Bukowskiego. Wśród opowiadań znalazło się jedno, które opisywało relacje rodzinne bez wnikania w psychikę i uczucia bohaterów. Drugie było swego rodzaju pastiszem baśni osadzonej w fikcyjnym świecie. Natomiast trzecie opowiadanie przedstawiało człowieka, który neguje wszelkie aspekty rzeczywistości i zachowania przypadkowo napotkanych ludzi.

Następne spotkanie odbędzie się 21 maja o godz. 18:30. Temat przewodni brzmi: „niejednoznaczny czarny charakter”.

Spotkanie 02.04.2017

Witajcie kreatywni!

W ostatnią niedzielę spotkaliśmy się w całkiem pokaźnym gronie. Powitaliśmy również nowego członka, który od razu ośmielił się podzielić z nami swoim talentem literackim. Jego opowiadanie przeniosło nas na chwilę do Rzymu. Z Italii powróciliśmy do Krakowa, aby następnie przeniknąć do onirycznej wizji. Warto nadmienić, że w trakcie spotkania raczyliśmy się brytyjską herbatą.

Różnorodność tematyczna nadesłanych opowiadań sprowokowała dyskusję na temat sposobu narracji. Zestawiliśmy ze sobą opowiadania introspektywne, w których autor koncentruje się na wewnętrznych przeżyciach bohaterów, versus opowiadania behawioralne, w których oceniamy bohaterów wyłącznie po ich zachowaniach i reakcjach.

Widzimy się po świętach Wielkanocnych, 23 kwietnia o 19:30. Temat następnego spotkania: opowiadanie, które nie opisuje ani myśli ani uczuć bohaterów. Zostawiamy wnętrze w spokoju i skupiamy się na tym, o na zewnątrz.

Bądźcie kreatywni i ślijcie opowiadania!

Urodziny Czapli

Wieczorem czapla siedziała w swoim gnieździe nieśmiało spoglądając na księżyc zza liściastych firanek wierzby płaczącej. Tak kończył się każdy dzień czapli od wielu lat. Nawet nie pamiętała jak dawno zaczęła marzyć o tym, żeby zaprzyjaźnić się z księżycem. „On też chyba jest bardzo nieśmiały” myślała z ekscytacją, kiedy wyglądał zza chmurnej zasłony. Swoje urodziny czapla chciała spędzić jedynie z księżycem. Planowała napisać w tej sprawie list, albo zaproszenie – sama już nie wiedziała. Na pisanie zużyła cały zapas kory z brzozy. Kornik sekretarz przytył w trakcie ciągłego poprawiania listu tak bardzo, że odmówił postawienia ostatniej kropki nad „i” twierdząc, że jeżeli nie zje kolacji przygotowanej przez żonę, to nie ma po co wracać do domu. Pani kornikowa była bowiem bardzo kategoryczna w sprawach obżerania się w pracy. Czapla przeczytała więc ostatni raz list i… pomyślała, że i tak nie ma go jak wysłać. Odłożyła fragment kory. Właściwie nie spodziewała się po sobie niczego więcej. Zazwyczaj wyobrażała sobie różne sytuacje, długo je planowała i starannie przygotowywała a i tak na końcu okazywało się, że pominęła jakiś ważny szczegół, co uniemożliwiało realizację całego przedsięwzięcia. Tęsknym wzrokiem spojrzała jeszcze raz na księżyc i ukryła głowę w piórkach powoli zasypiając.

Tuż po północy czaplę odwiedził wiatr, który jak zawsze chciał jako pierwszy złożyć jej życzenia. Zorientował się, że czapla śpi i już miał wychodzić, kiedy na brzegu gniazda zauważył list. Ponieważ dorywczo zajmował się doręczaniem przesyłek, porwał kawałek kory i pofrunął z nim w górę. Minął ciekawskie chmury, które przeczytały list i ze wzruszenia zaczęły płakać drobnym kapuśniaczkiem. Wiatr zostawił kawałek  kory w jednym z kraterów księżyca i wrócił na ziemię.

Następnego wieczora czapla układała się do snu, kiedy promień księżyca padł prosto na nią. To się nigdy wcześniej nie zdarzyło i czapla nie wiedziała jak się zachować. Zaczęła nerwowo poprawiać pióro nad lewym okiem, ale to złośliwie odwinęło się w drugą stronę. Księżyc w ogóle nie zwrócił na ten incydent uwagi. Łagodnie oświetlił skrzydło czapli i zaczął ją prowadzić. Szli przez leśną ścieżkę aż nad jezioro, gdzie kwartet świerszczy zagrał dla czapli koncert skrzypcowy Czajkowskiego. Księżyc chciał zamówić „Sonatę księżycową” Beethovena, ale okazało się, że w lesie nie ma ani jednego pianisty. Na talerzu z liścia nenufaru żabi kelner podał czapli pachnącą rybę. Księżyc pozapalał nawet gwiazdy, które żarzyły się na tyle dyskretnie, żeby nie przyćmić uroku jubilatki. Pióra czapli w świetle księżyca były srebrne. Ale wiedziała o tym tylko ona i księżyc. Cała reszta lasu mogła sobie myśleć, że jest siwa. Nie obchodziło jej to.

Wiatr opowiadał czapli kiedyś, że do księżyca trzeba naprawdę długo lecieć. Ale te słowa wydawały się jej kłamstwem. Przecież patrząc na taflę jeziora dokładnie widziała, że księżyc siedzi tuż obok niej – na liściu nenufaru. Zaczynało świtać. Księżyc powoli bladł jakby przykrywając się delikatną kołderką, a czapla przymykała oczy ze zmęczenia. Kiedy się obudziła, słońce jaśniało wysoko na niebie. Czapla spojrzała na swoje pióra i pomyślała z nieśmiałym uśmiechem: „Ach, jak wszystko nierealnie wygląda w tym świetle”.

Marta Riess

 

Saturday Solstice

It was a Saturday morning and Mischa was sleeping in as he usually did to recover from the working week’s fatigue. Maria was also doing what she usually did on a Saturday morning: perched on a stool, with a slice of buttered bread in one hand, she was scrolling through the browser history on Mischa’s computer. The layer of butter has been going thinner and thinner every week; Mischa’s working hours more and more stretched out; Maria’s sense of stability, which she thanked God for when they moved in together, less and less perceivable; the time they still had for each other more and more difficult to endure.


It was the second crisis in the country since the turn of the century. First, several important decision makers in far-away places decided to cut all trade with them after the authorities reached out for lands to the south that were never theirs. This time round, it was war with the people of those lands and their allies that emptied markets of food, caused people to work back-breaking hours in factories, and made the poorest ones eagerly die of starvation. Maria knew the political context from Mischa, who explained television news to her each weekend as they sat next to each other facing the little screen. Of the dying people, she heard from her colleagues at work who lived in even poorer districts.


If you asked Maria, she was happy that they still had the television set, the computers and telephones with access to the Internet. She didn’t enjoy using any of those things, no. You couldn’t trust the news anymore, speak out on the Internet, or talk too openly over the phone but the Saturday morning look-ins made her relive the sense of stability she once felt her life to be founded upon. Scrolling through Mischa’s browser history, she was deceiving herself that in this way, she would know when he’s going to leave her. Flee the country, do some stupid thing that would land him in jail, maybe even join the enemy forces? Maria knew all those stories from her colleagues at work where a woman in town was left to her own devices when her boyfriend, or husband – and earning more money than a woman could wish for made men the providers – did one of those things.


Gossip like this, and more of worse kinds, was breaking the ties between the people in town. A trembling spirit took over them, just as it did to people in all other towns in the country. As Maria was walking to work in the morning, or scurrying homewards in the late evening, hunched and glancing about, she saw the same fear and suspicion in every face she passed. So to anticipate the moment when Mischa goes away, she looked for clues in the search entries he sometimes made on his computer after coming back from work. There was really nothing she could find there. If Mischa planned anything illegal, he wouldn’t be so stupid as to leave traces, or the police would know everything there was to know before Maria did. On some level, she knew her trespasses were pointless but she couldn’t let go of them.


She could see that Mischa sometimes read news in an attempt to make sense of the various conflicting pieces of information he got about the situation at the front. By the shortness of these attempts, she could guess that they were only frustrating. Apart from that, Mischa exchanged e-mails with his brother, and looked up ways to make some game or other perform better on his old laptop. All these things happened with declining frequency, just as Mischa’s impulses to ask Maria how her day 
was. In the evenings, he would often come back home, eat, stare at the TV screen for a while, his face clear of any emotion, and go to sleep without saying a word. It made Maria’s fear easier to handle. There was nothing to act upon; their life suspended in exhaustion and silence; and it was comforting to be able to stay in this controlled state of fear.


Saturday mornings were a bit different between them. Maria would stop her scrolling when she heard Mischa turn in the sheets. When he woke, she would have shut the laptop down, and stand up near the bed. When he opened his eyes, she would say: “I was just watching you sleep.” It sounded wrong to her but she was always too nervous to think of anything better. It sounded wrong to him as well but he couldn’t care less. So he just smiled at her – once in a whole week, he smiled. Later, they made love to each other: he, to kill the numbing fatigue and depression; she, to forget about her paranoid fear. War didn’t take either the awkwardness, or the relief of it.

Renata Strzok

E-book

To get on the tram, an old man was helped by a young woman wearing sports clothes. He took a seat next to Amy, while the young woman stood in the middle of the aisle. After two stops she took an opposite seat.

“Grandmother doesn’t answer the phone,” he said in a worried voice, fiddling with his mobile phone.

“Perhaps, granny has switched it off or left somewhere,” the woman reassured him.

“She never does such things. Isn’t it hot in here?”

“Yes, it’s quite hot,” she loosened her hooded jacket around the neck.

He looked at his granddaughter’s jacket suspiciously.

“What have you got these zips under your armpits for? Is it a pocket?”

“No, no grandpa,” she answered in an amusing voice. “It is a kind of ventilator. If you sweat, you can unzip it like that,” she demonstrated it to him.

“How funny! There’s nothing people can’t invent. Don’t you think?”

“Yah.”

“But I am still wondering why grandmother doesn’t answer,” he tried to make himself heard above the rattling tram.

“Maybe the battery died and she is charging her phone now.”

“You must be right. Look all people are using their phones,” he looked around disdainfully. “Nobody reads these days.”

Amy was reading. Was she? Could it still be regarded reading? Is opening a handbag or a rucksack, taking a smaller bag out, unpacking it and pulling off a greyish device equal to reaching for a book? Is it possible to compare a glossy, plastic cover of an e-book reader to a book cover. Can a text that becomes visible gradually on a blinding screen be equal to a firm text imprinted on rustling pages of a book? She became engrossed in the story again.

The old man was vacantly staring through the window. Suddenly, his phone rang.

“Was it granny?” asked the young woman when he finished.

“Yes, it was. She asked if we could buy some vegetables on our way.”

“Why didn’t she answer earlier?”

“She was searching for a hearing aid on the Internet.”

Alicja Lasak

Creative Meeting 29/01/2017

We managed to meet in a pretty large group of six. The meeting was graced by the presence of our leader, Edyta.

We discussed three stories written by our members and one text written by a published author, namely „There Will Come Soft Rains” by Ray Bradbury. This story prompted us to discuss apocalyptic scenarios.

This time, we were not only talking about literary works, but also sipping wine.

20170129_205200

As for the next time, we are meeting on 19th February. We are impatiently waiting for your stories surrounding the theme of rhythm, which can be associated either with content or form, or both. See you in three weeks’ time!